Next Generation E-commerce (3) – “Dotknąć, przymierzyć, poczuć…”
8 października 2009 Piotr WrzalikCzas najwyższy, żeby zakupy w Internecie przestały być nudnym, prozaicznym zadaniem, a stały się czymś, co może wciągnąć tak, jak przeciętnego faceta angażuje wizyta w salonie samochodowym Bugatti czy sklepie z nowoczesnymi gadżetami Apple. Precz ze sklepami typu „katalog i koszyk”!
Technologia wychodzi naprzeciw. Ostatnio furorę robi Augmented Reality. Dotychczas w polskim wydaniu widziałem wyłącznie zupełnie nieprzydatne bajery, będące bardziej autopromocją autorów (np. kampanie reklamowe stworzone przez K2 dla pewnej firmy ubezpieczeniowej czy producenta piwa). Ale potencjał w tym narzędziu jest niewyobrażalny.
A gdyby na przykład kupować tak:
Sklepy internetowe muszą się wyróżniać. „Wyróżniaj się albo zgiń” pisał Jack Trout. Obecnie w polskim e-commerce nietrudno to zrobić – „wystarczy” oferować stałą dostępność towaru, realizować dostawy na czas i mieć dobre ceny. Ale gdy już rynek się oczyści z naciągaczy, a pojawi się na nim dominacja tradycyjnych detalistów, powyższy zestaw „przewag konkurencyjnych” stanie się minimum minimorum. Sklepy internetowe zaczną konkurować tym, czym w realu – postrzeganiem marki, wystrojem, sposobem prezentacji towaru, wartością dodaną odpowiednio dobraną do grupy docelowej.
Klipy video zamiast zdjęć, prezentacje 360⁰, video-prezentacje zalet produktu zamiast opisów słownych – to już teraźniejszość. Jednak nadal niewiele sklepów stawia nacisk na całościowy atrakcyjny graficznie design i spójność w zakresie identyfikacji wizualnej. Staliśmy się niewolnikami usability. Pierwsze strony sklepów straszą sztampowym układem, ramkowym, przeładowanym tekstem layoutem i wszechobecnymi boxami z rekomendowanymi (a raczej najwyżej marżowymi) produktami. Żeby lepiej zobrazować, co mam na myśli – zobaczcie stronę marki Big Star (www.bigstar.pl). Sama strona WWW jest naprawdę świetnie zrobiona, ale sklep internetowy (http://www.sklep.bigstar.pl/store) zupełnie z tym designem nie współgra.
Ale podam też przykłady sklepów, które robią na mnie naprawdę dobre wrażenie pod względem nie tylko użytkowości, ale także ogólnej atrakcyjności wizualnej, co powoduje, że kupowanie w nich może faktycznie sprawiać przyjemność, że tak to nazwę „wzrokową” – są to http://www.moosejaw.com/, http://www.nikestore.com/ i … http://www.intymna.pl/
No cóż, faceci są wzrokowcami, prawda?
Piotr Wrzalik
Tagi: Augmented Reality, design e-sklepu

14 października 2009 o 12:04
Ciekawe, jak wielki trzeba mieć ekran w laptopie, żeby kamera łapała całą postać i jednocześnie z tej odległości od ekrany było faktycznie widać, czy dobrze się wygląda? Dla mnie mocno wątpliwe, czy taka forma robienia zakupów się przyjmie. Ale kiedyś też nikt by nie przypuszczał, że będzie robił zakupy przez komórkę, więc kto wie…
23 października 2009 o 16:47
Raz – to co napisał drool powyżej.
Dwa – z obuwiem byłoby jeszcze gorzej. Nikt nogi nie podniesie do webcamerki.
Trzy – przy konfekcji/obuwiu sezonowość produktów ma ogromne znaczenie. Zmiana kolekcji kilka razy do roku i chęć zachowania ciekawej i aktualnej oferty prezentowanej w AR wymaga potężnego budżetu, tym bardziej jak technologia do PL dopiero wchodzi.
Cztery – ktoś dysponuje badaniem o popularności webcamer w PL?
26 października 2009 o 11:11
@drool: Myślę, że Twoje obawy nie są do końca uzasadnione. Kamera może przecież być na kablu, odsunięta do tyłu względem monitora. Zresztą, zrobiłem mały test, uruchomiłem podgląd swojej osoby w kamerze na full-screen i stanąłem na tyle daleko, żeby moja postać była widoczna od kolan w górę. Na moim 13″ laptopie widziałem wyraźnie całą moją postać, na tyle wyraźnie żeby powiedzieć, czy podoba mi się koszula, którą dzisiaj mam na sobie
26 października 2009 o 11:15
@cortez: Jesteś pewien, że do butów to się nie nada? A widziałeś ten przykład? Owszem, tutaj jest to użyte jako “lustro” dotykowe w salonie sprzedaży, ale robi wrażenie, prawda?
Zgadzam się, że koszty zastosowania AR w e-commerce są obecnie stosunkowo duże do efektów sprzedażowych, które można osiągnąć dzięki temu (głównie przez małe upowszechnienie kamerek). Dlatego większość firm robi to obecnie jako inwestycję w nowoczesny wizerunek, nadając rozgłos który sam w sobie ściąga ruch do sklepu. Czyli obecnie AR to przede wszystkim zatem PR, ale z czasem jestem przekonany, że nabierze praktycznego wymiaru. Podobnie jak z video w e-commerce – kiedyś była to ekstrawagancja, obecnie must have!
26 października 2009 o 23:28
@piotr: Jak to się ładnie mówi – nie ma rzeczy niemożliwych
Tylko tak jak zauważyłeś póżniej – aktualnie to są bardziej działania na “efekt wow!”, aniżeli stricte prosprzedażowe. A ściąganie ruchu na sklep przez taki PR to też rzecz względna. Teoretyzując można zadziałać PRowo x-razy tańszym kosztem i podobny ruch uzyskać. A konwersyjności” takiego ruchu możemy się jedynie domyślać.
Video: must-have – zależy w jakiej branży, ale sporo w tym racji